poniedziałek, 24 marca 2014
WYBREDA W KRAKOWIE: PIES W RESTAURACJI – RAZEM CZY OSOBNO?
WYBREDA W KRAKOWIE: PIES W RESTAURACJI – RAZEM CZY OSOBNO?: Photo source Jako właścicielka psa często mam dylemat – czy wziąć naszą suczkę do restauracji, czy zostawić ją w domu? Problem pojawia ...
wtorek, 18 marca 2014
O Shaggym i trochę o jedzeniu
Shaggy
jest nowym kolegą Storma. Ma 3,5 miesiąca. Dwa tygodnie temu został
adoptowany przez moją koleżankę z krakowskiego schroniska dla
bezdomnych zwierząt. Początek jego życia nie był najszczęśliwszy.
Do schroniska trafił jako osesek. Koleżanka, która go adoptowała
zrobiła to z pełną świadomością, nie była to zachcianka, ani
chwilowy kaprys. Po przywiezieniu do domu Mały był trochę smutny i
onieśmielony zmianą środowiska. Ale po dwóch dniach aklimatyzacji
z przestraszonego szczeniaczka wyszedł mały łobuziak. Ku wielkiej
radości nowych opiekunów Shaggy zaczął brykać, biegać i
rozrabiać jak na 3 miesięcznego pieska przystało. A tu nowy
pstryczek w nos od losu. Okazało się, że nie można tak bezkarnie
łobuzować. Ludzie wprowadzają zasady, oj "ciężkie" to
życie szczeniaczka. Trzeba się uczyć różnych komend, trzeba się
kąpać i pilnować na spacerze w parku no i jeszcze ten weterynarz,
który to w sumie nie jest najgorszy tylko ogląda małe ciałko i
czasem da coś smacznego.
" Dobra jesteś większy idę za tobą :)"
Znajoma podeszła do edukacji małego z
zaangażowaniem zasługującym na pochwałę. Ode mnie w prezencie
otrzymała książkę o wychowaniu (Ja albo mój pies, Victorii
Stilwell – osobiście uważam, że to całkiem dobra książka,
sama z niej też korzystałam). Bardzo mnie to cieszy, że koleżanka
będzie miała świadomy wpływ na rozwój i wychowanie Shaggiego.
Posiadanie szczeniaczka nie powinno polegać tylko wydawaniu z siebie
"ochów" i "achów" – "jaki on śliczny,
jak śmiesznie biega, jak mu fajnie podskakują uszka". Pracę z
maluchem należy rozpocząć jak najwcześniej. Nie jest to trudne.
Warto jednak kupić mądrą książkę i porozmawiać z doświadczonym
psiarzem, którego pies jest w miarę dobrze wychowany.
I takie cuda znajdują się w schroniskach
Storm jest fajnym starszym kolegą, pożyczył ulubionej piłeczki
Shaggy
ma fajny charakter, jest wesoły i odważny (ale bez przesady). Lubi
się uczyć nowych rzeczy. Lekarz weterynarii jest przekonany, że
będzie w przyszłości dużym psem. Tym bardziej musi być dobrze
wychowany. Małym psom więcej się wybacza, nawet jeżeli kogoś
ugryzą. Duży pies, który jest sprawcą uszkodzenia ciała
człowieka, staje się napiętnowany. Oczywiście rozumiem to –
większy pies, większa masa. Ale mimo wszystko irytuje mnie to, że
często właściciele małych (nie młodych) czworonogów, agresywne
i dominujące zachowania swoich pupilów, kwitują stwierdzeniem –
robi to ze strachu. I może faktycznie tak jest, ale czyja to wina,
że pies tak reaguję? A po za tym, jeżeli pies kogoś ugryzie, to
pokrzywdzona osoba ma to w nosie, czy została ranna wyniku agresji
lękowej, terytorialnej, łowczej czy też gończej. Trochę odeszłam
od tematu, ale chodzi o to, żeby nie zaniedbywać wychowania swoich
pupili niezależnie od ich wieku, wielkości, płci i posiadania
rodowodu czy też jego braku. Oczywiście mając psa od szczeniaka
jest łatwiej.
Dobra,
a teraz trochę o jedzeniu.
Shaggy
nie za bardzo chce jeść zbilansowanej suchej karmy. Biorąc pod
uwagę fakt, że prawdopodobnie będzie dużym psem, ważne jest aby
zostały mu dostarczane wartości odżywcze i mineralne w
odpowiednich proporcjach. Z suchą karmą jest najłatwiej. Patrzymy
na tabelę umieszczoną na opakowaniu, bierzemy miarkę i ciach na
miskę. Jeżeli gotujemy psu, to musimy się trochę wysilić. Dodać witaminy, sprawdzić kaloryczność posiłku. Z karmą
jednak łatwiej bo zawiera wszystkie potrzebne związki do
prawidłowego rozwoju i wzrostu młodego psa. Ale co wtedy kiedy ta
mała "łajza" nie chce jej jeść.
Może Was to
zdziwi (bo to przecież labrador ;) ale ja miałam ten sam problem ze Stormem. Zmieniałam mu
karmy i smaki, a on i tak wybrzydzał. No pewnie karmę z masą
ulepszaczy smakowych chętnie by spożył, ale aż tak zdesperowana
nie byłam. Zaczęłam mu dodawać do karmy zaparzone zmielone mięso
z indyka np. z udźca. Dokładnie mieszałam i dawałam małemu
nicponiowi. No tak, karma z takim dodatkiem przestawała gryźć w
zęby:). Tylko pamiętajcie, wystarczy odrobina mięsa (płaska
łyżka). Karmy dla szczeniąt są wysokobiałkowe, mięso też, więc
ostrożnie. Nie kupujcie gotowego zmielonego mięsa w plastikowych
opakowaniach. To mięso zawiera konserwanty, sól i inne przyprawy,
może też mieć przebitą datę ważności. Lepiej zmielić
(sprawdzałam odmianę tego czasownika, można już używać takiej
formy:)) w domu lub korzystać ze sklepu, w którym oferują mielenie
zakupionego mięsa.
A na koniec super zabawa.
poniedziałek, 10 marca 2014
Dzik jest dziki, ale czy taki zły...
W
niedzielę wybraliśmy się na spacer do Lasu Wolskiego. Chciałam,
żeby Sztormek miał taką "węchowo-zapachową" wycieczkę. Jak już
wspominałam w poprzednim poście, park zna jak "własną
kieszeń". I dlatego też w weekendy będziemy organizować
wycieczki w nowe tereny. W Lesie Wolskim jest ogród zoologiczny,
więc nowych, ciekawych zapachów jest co niemiara. W Zoo byłam dwa
tygodnie wcześniej w ramach wycieczki edukacyjnej dla dzieci. Wypad
do tego miejsca jest dla mnie zawsze wielką frajdą, pomimo mojego
"podeszłego wieku". Tym bardziej, że od niedawna w
krakowskim przybytku zamieszkały trzy śliczne żyrafy.
Trochę
zmartwiła mnie mała liczba wilków szarych, jeszcze dwa lata temu było ich
około dziesięciu, a teraz są tylko dwa na oddzielnych wybiegach. A
może to nawet lepiej, że jest ich tak mało, bo wilki na wolności
przemierzają dziennie po 100 km, a w Zoo nawet ogromny wybieg jest
dla nich małym więzieniem.
Wilk szary
Wilk grzywiasty
W naszym miejscowym zwierzyńcu nie ma też
dzików, chociaż kiedyś było ich mnóstwo. Trochę nas to
zmartwiło, bo chcieliśmy małolatom pokazać dzika. Dzika było nam
dane zobaczyć wczoraj i to na wolności. Zboczyliśmy z uczęszczanego
szlaku w las. Zobaczyłam malowniczo powalone drzewa, już maszerowałam do nich z myślą, że zrobię Stormowi śliczne zdjęcia, gdy
nagle jeden z powalonych konarów zaczął się gwałtownie poruszać.
"Konar" wyskoczył i na całe szczęście zaczął biec w
przeciwnym kierunku. Zdążyłam krzyknąć tylko "Jezu, dzik".
Ku naszemu przerażeniu Stormu podjął pościg za wielkim, dzikim
zwierzem, ale szybko go zawołaliśmy, a on grzecznie wrócił.
Dobry, grzeczny piesek. I wiecie co, dlatego wybaczam mu, że czasem
nie słucha jak widzi znajomego psa tylko biegnie się przywitać. W
sytuacji, gdy wybiega nam nagle jakieś dzikie zwierzę: zając,
sarna, bażant, podejmuje pościg, ale po przywołaniu natychmiast
wraca. Może czuje w moim głosie panikę pomieszaną z histerią,
czy też zdaje sobie sprawę z tego, że w sumie to nie ma ochoty na
spotkanie z danym zwierzęciem... Nie ważne, istotne jest to, że
wraca:). A powracając do wątku dzika, to mam świadomość tego, że
mieliśmy ogromne szczęście, że nie trafiliśmy na lochę z
warchlakami. Bo takie spotkanie mogłoby się skończyć tragicznie,
szczególnie dla mnie - najwolniej biegam z naszej trójki.
Wiem, że to trochę obrzydliwe, jednak gdy spotkacie na swojej drodze takie odchody, bądźcie ostrożni.
Nasze szczęście, Storma pech - korytko strumyka było wyschnięte :)
Uchatka patagońska
Karmienie uchatek
Surykatka
Młody osiołek z mamą
Żółwiak chiński, jakość zdjęcia jest kiepska, ale pierwszy raz spotkałam się z tym zwierzęciem i chciałam go zaprezentować:)
Pantera śnieżna
Pozdrowienia od tygryska, jak widać bardzo mu się podobało w Zoo.
piątek, 7 marca 2014
Spacer w parku
Park
dla Storma jest jak drugi dom. Z reguły jest nim dwa razy w ciągu
dnia. Czasem wydaje mi się, że zna w nim każdy krzaczek i drzewo.
W parku ciężko jest go przywołać, gdy zobaczy innego psa (no
chyba, że zdecydowanie nie lubi danego psa – to wróci), bo
prawdopodobnie jest to jego koleżanka lub kolega, no a ze znajomymi należy się przywitać. Wiecie przecież to jest główna zasada
psiego savoir vivre, to nic że człowiek się piekli i woła –
"przywitać się trza i tyle". Chciałam dzisiaj
przedstawić psie towarzystwo z popołudniowej zmiany. Miłością
Storma jest Lara (oczywiście labradorka – rasista z tego Storma)
jak ją spotkamy to muszę go zapiąć na smycz, bo nie daje jej
spokoju. Nie dziwię się mu, dziewczynka jest ładna, szczupła i ma
podobny temperament. Storm bardzo lubi też Figę – bokserkę,
świetnie razem udają, że od tygodnia nic nie jadły wymuszając smaczki na
innych właścicielach czworonogów.
A teraz dochodzimy do Hery.
Hera to siberian husky. Ma dziewczyna temperament. Jej ulubionym
zajęciem jest polowanie na wózki dziecięce, w których są
artykuły spożywcze. W zasadzie to sprawdza każdego człowieka z
reklamówką, no ale z wózków łatwiej jest ukraść coś
smacznego. Jak już Hera "upoluje" sobie taką zdobycz,
robi selekcję - czyli serek jest fe, chlebek jest fe, owoce i
warzywa to oczywiste paskudztwo, dobre są tylko szyneczka i mięsko.
Nam wydaje się to zabawne, ale właścicielka Hery ma czasem dość.
Chociaż i tak podchodzi do tego z dużym poczuciem humoru i po
prostu reguluje należności za zdobycze Hery. Ja robiąc zdjęcia
też stałam się ofiarą Hery, wyciągnęła mi z kieszeni woreczki
(wiecie na co). Szybko je oddała na zasadzie wymiany: ja smaczki, ona
woreczki:).
Następnym super kolegą jest Hakim – również
siberian husky. Jest na prawdę rozkosznym psem. Jest bardzo łagodny,
ale też ogromnie rozrywkowy. Czasem wydaje mi się, że nawet
umarlaka zachęciłby do zabawy. I oczywiście razem ze Stormem są
dyżurnymi "powsinogami", wszystko muszą sprawdzić i
zbadać nastawienie każdego napotkanego psa bez względu na to, czy
rzeczony delikwent sobie tego życzy czy też nie.
Kana i Ikar. Ikar miał ciężkie życie, został adoptowany ze
schroniska. Dawno temu był kłębkiem nerwów, na wszystko reagował
agresją. A teraz dzięki cierpliwości i zaangażowaniu właścicieli
stał się super pieskiem, daje się pogłaskać, a nawet czasem
pobryka – oczywiście z Hakimem. Zauważyłam, że pomimo
swoich małych rozmiarów czuje się odpowiedzialny za to nasze
stadko. Jak mu się nie dziwić, te wszystkie rozbrykane kudłate
stwory w ferworze zabawy nie widzą niczego.
Kana
Ikar
Ikar
Charloo i Fruzia. Fruzia
jest drobniutką przedstawicielką rasy Jack Russell terrier, w zasadzie żyje we własnym
świecie, którego nieodzownym elementem jest badanie populacji nornic i wiewiórek w
parku. Charloo (mam nadzieję, że tak się pisze) jest labradorem.
Mają ze Stormem ciekawy rytuał. Gdy tylko się spotkają wymieniają
się swoimi zabawkami. Jest to ciekawe zjawisko. Biegną do siebie
wypuszczają zabawki z pyszczków i każdy bierze cudzą – taka
wymianka. Chcieliśmy też pozdrowić pieski z porannej sesji:
Batmana i Awanturę.
wtorek, 4 marca 2014
Odwiedziny

Przez
dwa tygodnie gościła u nas rodzina. W skład, której wchodziła 4
- letnia bratanica. W tym czasie odwiedzały nas również jej dwie
kuzynki: 6 - letnia i 2 – letnia. Dzięki temu Storm jest porządnie
odkarmiony i świetnie wytresowany:). Wszystkie trzy dziewczynki
lubią Storma, ale każda w inny sposób. Stormek był zapraszany do
wielu zabaw np. w chowanego lub w "potwora". Ale w związku
z tym, że nie do końca rozumiał zasady, a wrzawa towarzysząca
rozgrywkom trochę go onieśmielała, zostawał przeze mnie zabierany
z "pola bitwy" ku wielkiemu niezadowoleniu małoletnich
uczestników zabawy. Cóż zrobić? - zawsze musi być jakaś
niefajna ciocia:(.
Po
wyjeździe Storm jest trochę smutny, bo zapałał ogromnym uczuciem
do mojego brata, który zaskarbił sobie tę miłość długimi,
ciekawymi spacerami. Aż byłam trochę zazdrosna, bo gdy
wychodziliśmy we trójkę, to Storm deptał Rafałowi po piętach,
żeby mu się czasem ten duży, fajny człowiek nie zgubił, a ja
byłam w zasadzie zbędna. Teraz na spacerach Sztormek obserwuję
każdego wysokiego mężczyznę z nadzieją, że to ten jego super
człowiek. Trudno zostaliśmy mu tylko my, może jakoś wytrzyma do
następnej wizyty:).
To stare zdjęcie, no ale z owcami :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





