środa, 29 stycznia 2014

Akcja żółta wstążka


Przeglądając psie funpage na facebooku, natknęłam się na fajną inicjatywę (na profilu Szkoły Baron z Łodzi). Żółta wstążka na smyczy lub obroży psa. Oznacza ona, żeby inne pieski i ludzie nie podchodzili do takiego delikwenta. Czworonóg z żółtą wstążeczką potrzebuje więcej przestrzeni. 
Przyczyny "naznaczenia" pupila mogą być różne:
  • niedawno przebyty zabieg,
  • rehabilitacja,
  • niechęć do innych osobników tego samego gatunku,
  • choroba,
  • starość (niektóre starsze pieski, nie mają siły, ani chęci na zabawę),
  • kontuzja,
  • traumatyczne przeżycia z udziałem ludzi,
  • niedyspozycja u suczki (po prostu cieczka),
  • kwaranntanna (chociaż wtedy pies nie powinnien wogóle przebywać na terenie gdzie są inne czworonogi),
  • aspołeczne nastawienie właściciela psa do innych osobników swojego gatunku;) znam takie kurioza..., - to oczywiście żart, nie o to chodzi w tej akcji.

Zakładając wstążeczkę dajemy do zrozumienia innym opiekunom psów, że prosimy o to, żeby przypilnowali swoje czworonogi i nie podchodzili do nas. My natomiast nie musimy się tłumaczyć co pieskowi się stało. Czasem ludzie z życzliwości pytają dlaczego piesek np. kuleje, ale w sytuacji, gdy to pytanie słyszy się 4 razy dziennie, siedem dni w tygodniu czasem zdarza się, że po prostu nie chce się nam odpowiadać. Wiem coś o tym. Homerek u schyłku swojego życia miał liczne dolegliwości i mimo, że jestem jednostką raczej społeczną, miałam czasami dość tych pytań.
Problem jest często z ludźmi, którzy podchodzą i próbują przekonać do siebie psa po przejściach. Byłam świadkiem, gdy moja koleżanka prosiła, żeby nie podchodzić do jej psa, że boi się ludzi. E, tam... zawsze się znalazł jakiś domorosły "zaklinacz psów", który chciał udowodnić, że ma rękę do psów. Z reguły kończyło się tak, że psiak był tak przerażony, że nie chciał przyjść nawet do swojej właścicielki.
Myślę, że ta żółta wstążeczka mogłaby rozwiązać wiele problemów. Oczywiście na początku wszyscy by pytali po co to "udziwnienie" i trzeba by cierpliwie opowiadać, że to taka inicjatywa itd. Ale im więcej osób się o tym dowie, tym lepiej, więc trzeba "zacisnąć" zęby i tłumaczyć. Na moim profilu zamieściłam więcej informacji, o tym przedsięwzięciu.


Bardzo proszę moich czytelników o komentarze (umieszczajcie je tam gdzie jest Wam wygodnie pod postem, na facebooku). Marzy mi się, żeby mój blog był bardziej interaktywny. Jeżeli macie propozycję tematu, dajcie znać. Udostepniajcie wpisy, które Waszym zdaniem są ciekawe lub dotyczą ważnych spraw. 


sobota, 25 stycznia 2014

Mity dotyczące psów

Dzisiaj napiszę o rzeczach, które mnie irytują. Chodzi o powielanie dziwnych teorii przez opiekunów czworonogów i zwykłych śmiertelników.
Pierwsza z nich dotyczy nauki szczeniąt. Nie wiem skąd się to wzięło, ale dużo osób uważa, że psa można zacząć wychowywać, gdy skończy 6 miesięcy. 12-tygodniowe szczenię ma w pełni rozwinięte wszystkie zmysły i już wtedy, a nawet wcześniej można rozpocząć naukę komend. Oczywiście małego pieska nie można przemęczać, sesje powinny być krótkie, a nauka musi mieć formę zabawy. I pamiętajmy musimy być cierpliwi i nie wolno psa karcić, tylko nagradzać za zachowania pożądane. Storm wychodząc na pierwszy spacer po kwarantannie (14 tygodni), znał komendy: przywołania, siad i zostaw. Z resztą na wczesne wychowanie Storma miała wpływ pani hodowczyni, 11-tygodniowy szczeniak umiał się załatwiać na specjalną matę (oczywiście zdarzały się wpadki :)). Ostatnio spotkałam 4-miesięcznego pieska, którego rozpierała energia. Właściciel pieska oznajmił mi, że nie może go spuścić ze smyczy, bo na razie cytuje "jest młody, głupi i się nie słucha". Z obserwacji wiem, że maluch wychodzi tylko na smyczy i spacery ograniczają się tylko do okrążenia bloku. A wystarczyłoby iść z małym gamoniem tam gdzie można go spokojnie puścić luzem (daleko od jezdni najlepiej na teren ogrodzony). Piesek by się wybiegał, spotkał inne czworonogi, a przy okazji mógłby nauczyć się, że to on ma się pilnować właściciela. Inny przykład: pani z 3-miesięcznym labradorem, która spacerując po parku, nie spuszczała pupila ze smyczy, żeby się nie pobrudził. Zabraniała mu też kontaktu z innymi psami. Teraz czworonóg jest już dorosłym psem, który w dalszym ciągu chodzi na smyczy, bo reaguje agresją na każdego napotkanego samca swojego gatunku. Może byłoby inaczej, gdyby jako szczeniak nauczył się zachowań socjalnych w stosunku do innych czworonogów.
Storm jako podrostek brykający po parku


Następny mit: "suczka przynajmniej raz w życiu musi urodzić, bo w przeciwnym razie będzie miała ropomacicze". To bzdura, która ma wpływ na rosnącą bezdomność wśród psów. Ludzie tak sobie bezmyślnie rozmnażają psy i produkują szczenięta, które później lądują na  ulicy i w schroniskach. Najskuteczniejszą metodą zabezpieczenia suczki przed ropomaciczem jest sterylizacja. W swoim życiu spotkałam wiele suczek, których właściciele nie chcieli sterylizować. Z reguły kończyło się na tym, że sunia była sterylizowana w momencie jak już była chora. W niektórych przypadkach było za późno. Oczywiście nie zawsze tak jest, są również psie dziewczynki, które nie są wysterylizowane i są zdrowe.

A teraz bzdura wymyślona przez pseudohodowców: "ten szczeniak nie ma rodowodu, bo był ostatni z miotu". Nie ma już takiego prawa, ustawa ta została zmieniona ponad 20 lat temu. Każdy szczeniak po rodowodowych rodzicach z uprawnieniami hodowlanymi, dostaje metrykę. Właściciel szczeniaka może na podstawie metryki wyrobić rodowód w lokalnym oddziale Związku Kynologicznego, ale nie musi – to jego prywatna sprawa. W sytuacji, gdy hodowca deklaruje, że rodzice szczeniąt mają rodowody, ale one same już nie mają prawa do rodowodu, może to oznaczać, że rodzice nie spełniają warunków hodowlanych (np. mają choroby, które mogą przekazywać potomstwu).

czwartek, 23 stycznia 2014

Psiokrwiodawcy

Ostatni post wzbudził małe kontrowersje. Wolicie często sami oddać krew niż narażać na przykrości swoich czteronożnych przyjaciół. Sama to dobrze rozumiem. Nie nakłaniam nikogo do tego, aby oddawał krew do jakiejś instytucji. Zależy mi na tym, żebyście mieli świadomość tego, że może się zdarzyć sytuacja, w której to Wasz psiak będzie potrzebował pomocy tego rodzaju. Zapewne dla niektórych z Was 500 zł to nie jest jakaś astronomiczna kwota, ale są wśród nas psiarzy, osoby dla których jest. Nierzadko do kosztów transfuzji dochodzą jeszcze koszty innych zabiegów weterynaryjnych. Dlaczego ten temat jest dla mnie taki ważny? Byłam naocznym świadkiem próby ratowania 4-miesięcznego labradora, który zjadł trutkę na szczury, wyłożoną w parku. Maluchowi były potrzebne 2 transfuzje krwi. Lekarze ratowali go przez 3 tygodnie – nie udało się.
Chciałam zachęcić Was do tego, żebyście stworzyli swoją prywatną listę – bazę znajomych piesków, które mogą oddać krew (pamiętajcie o warunkach, które musza spełniać, są wymienione w poprzednim poście). Popytajcie znajomych z psami, ważne jest to żeby lista miała kilka pozycji, w razie jak jedna osoba nie będzie mogła przyjechać to macie alternatywę i dzwonicie do innych osób. 

 U nas w końcu spadł śnieg :)

wtorek, 21 stycznia 2014

Banki psiej krwi

Jakiś czas temu w programie informacyjnym telewizji Polsat został nadany materiał o akcji oddawania krwi przez psy. Jakiż to był piękny obrazek: zadowoleni właściciele, trochę zestresowane pieski, no ale cel chwalebny. Czworonogi otrzymywały worek karmy i chustkę na szyję. Materiał telewizyjny na prawdę świetnie zmontowany i taki wzruszający. A jak wygląda rzeczywistość, o której twórcy materiału nie wspomnieli. Banki krwi dla psów są instytucjami komercyjnymi. Jeżeli stałoby się coś Waszemu czworonogowi i potrzebna byłaby transfuzja krwi to jedna jednostka krwi (450 ml) kosztuję od 400 zł do 500 zł. Jeżeli myśleliście, że jak pieski oddają swoją krew prawie za darmo, to Wasz pupil otrzyma ten życiodajny płyn bezpłatnie, (no może plus koszty transportu) to jesteście w błędzie. Banki krwi to firmy nastawione na zysk. Oczywiście te instytucje pomagają zwierzętom, ale ta pomoc jest kosztowna. Właściciele psów chorych na hemofilię miesięcznie wydają około 500 zł za transfuzję. Ale jest alternatywa. Można poprosić znajomego właściciela psa (który musi spełniać pewne warunki, które wymienię później) o oddanie krwi. 


Warunki jakie musi spełnić psi dawca:
  • musi być zdrowy,
  • waga około 30 kg, najlepiej powyżej 28 kg (pies może oddać 90 ml krwi na 1 kg ciała),
  • aktualne szczepienia,
  • regularne odrobaczanie,
  • zabezpieczenie przed pasożytami zewnętrznymi (czyli kleszczami i pchłami),
  • wiek od 1 roku do 7 lat,
  • pies musi być w miarę spokojny, chodzi o to, żeby nie odgryzł lekarzowi ręki – pobranie krwi trwa około 30 minut.

Psy mają 8 lub 12 grup krwi (sprawdzałam w różnych źródłach, niektóre podają 8, a inne 12). Przy pierwszej transfuzji krwi nie jest ważna grupa krwi, nie może dojść do konfliktu serologicznego – to wiem na pewno konsultowałam to z lekarzem weterynarii.
Pies może oddać krew raz w miesiącu bez uszczerbku na zdrowiu.



Podziękowania dla Pana Wojciecha Tlustochowicza lekarza weterynarii, za wsparcie merytoryczne. Lecznica Multivet w Krakowie.

niedziela, 19 stycznia 2014

Storm (Actic Storm Z Grodu Hrabiego Malmebury)

Chcę przybliżyć dzisiaj sylwetkę Storma, który teraz leży sobie jak "plan 5-letni" po bardzo wyczerpującym spacerze. Oczywiście wiecie już, że skończył 3 lata i jest labradorem retrieverem. Wiecie również, że jest wesoły, szczęśliwy i pięknie aportuje:). Ale ma też parę unikalnych zachowań, których nie zaobserwowałam u moich poprzednich czworonogów.

Storm wydaje z siebie dźwięk nazwany przez nas – odgłosem oczekiwania. Nie jest to skuczenie, ani szczekanie, ani piszczenie. Jest to odgłos wydawany w momencie czekania na nagrodę. Zauważyłam to jak był 3-miesięcznym szczeniakiem i oczywiście skonsultowałam z lekarzem weterynarii, bo bałam się, że ma problem z oskrzelami. Okazało się, że wszystko w porządku i jest to po prostu odgłos oczekiwania;).
Ciekawe jest to, że Sztormu nigdy nie napije się wody, w której pływa chociażby mały brudek. Ta zasada obowiązuje tyko w domu, bo błotna kałuża w parku z igłami modrzewia, jest bardzo smaczna.

Jest okropną "lizawką". Kiedy był szczeniakiem, musiałam się chować jak smarowałam sobie ręce kremem, bo przybiegał i dokładnie je wylizywał. W lecie siedzieliśmy sobie w kawiarnianym ogródku, podeszła do nas pani kelnerka przyjąć zamówienie. Storm spokojnie sobie leżał. Nagle pani gwałtownie podskoczyła. Tak, tak... pokusa była mocniejsza, nasza "lizawka" nie mogła się oprzeć gołym stopom w klapkach pani kelnerki.



Nowy rysunek autorstwa mojego męża

Uwielbia wykastrowane pieski, nie boi się ich i chętnie się z nimi bawi (pytałam szkoleniowców dlatego tak jest i nie potrafili mi tego jakoś sensownie wytłumaczyć, jeżeli macie jakieś teorię na ten temat to piszcie). Chociaż ma dwóch kumpli, którzy nie są wykastrowani i ich uwielbia. Pozdrawiamy Nerusia i Batmana:).

Nero

Batman

Nie lubi i boi się owadów latających. To oczywiście łatwo wytłumaczyć- pewnie coś go kiedyś użarło. Ale mając 8 miesięcy próbował się bawić z żukiem gnojarzem. Żuk nie zrozumiał intencji Storma i nie chciał się bawić, tylko sobie poszedł.


Sztormu oczywiście uwielbia pływać, ale to tak jak prawie każdy labrador. Raz chciał wyciągnąć rurkę, która wystawała z jeziora. Zdążyłam w porę zareagować i go złapać, bo do nieszczęsnej rurki był przyczepiony nurkujący człowiek.

I jeszcze coś co odróżnia Storma od naszych poprzednich piesków. Do tej pory niczego w domu nie zniszczył, nawet będąc szczeniakiem (mam nadzieję, że pisząc to nie kuszę losu;).


To jest pierwszy piesek, który odpowiedział na facebookowe zaproszenie. Dziękuję Natalii i Boryskowi:)

Wszystkie zdjęcia na blogu są umieszczane za zgodą właścicieli czworonogów